Wspomnienia Pawła

Tomasz Kowalczyk, chciałoby się rzec mój szef, ale ze względu na wsparcie w niejednej trudnej sytuacji wychowawczej oraz pomoc w realizacji wielu projektów edukacyjnych zacząłem go z czasem traktować jak przyjaciela, a nawet członka rodziny. Zawsze, kiedy do niego przychodziłem z jakimś szalonym pomysłem, czy to na organizację spotkania, czy imprezy, najpierw słyszałem: „Panie Pawle, ale kto panu się zgodzi wziąć w tym udział”, a potem: „Ok, jak namówi pan na to przynajmniej jedną osobę, to niech pan to robi”. I to właśnie był geniusz śp. Dyrektora! On, kiedy widział w kimś autentyczny zapał, obojętnie czy w uczniu, czy w nauczycielu, i wiedział, że z tego może wyjść coś dobrego dla społeczności szkolnej – dawał bardzo dużo autonomii w działaniu. Co wiązać się oczywiście musiało z ryzykiem, ale i oznaczało olbrzymi kredyt zaufania.

Przypominam sobie naszą rozmowę z początku tego roku szkolnego, kiedy to w jego gabinecie spotkaliśmy się z przedstawicielem Stowarzyszenia „Nasz Dom”, żeby sfinalizować kolejne ważne dla liceum przedsięwzięcie. W pewnym momencie rozmowy na sugestię, że ktoś z dyrekcji powinien jednak kontrolować poczynania grup uczniowskich z Archutowskiego, Pan Dyrektor odpowiedział: „Ja mam od tego pana Pawła, ufam jemu jak sobie i jeszcze nigdy się nie zawiodłem”. Przyznaję, że ta deklaracja zrobiła na mnie wtedy duże wrażenie, ale wiem też, że dyrektorskie słowa był przemyślane i nie zostały rzucone po próżnicy.

O śp. Dyrektorze mógłbym opowiedzieć jeszcze wiele ciekawych anegdot, ale przytoczę tutaj tylko jedną z nich, którą osobiście uważam za najzabawniejszą.

Otóż po drugim roku mojej pracy w Archutowskim, Pan Dyrektor postanowił odmalować pracownię historyczną, w tym celu wyrzucił z niej wszystkie tablice, mapy oraz replikę „Pocztu królów i książąt polskich” autorstwa Jana Matejki. Najbardziej nie mogłem oczywiście przeboleć utraty tej serii obrazów z władcami, która nie wróciła po renowacji na swoje miejsce. Dlatego Dyrektor obiecał mi w końcu, że się zastanowi i da znać w odpowiednim czasie, jaka jest jego decyzja względem ponownego zawieszenia obrazów, bo on generalnie nie lubi fuszerki i najchętniej zająłby się wszystkim osobiście.

Jakiś tydzień później Dyrektor Kowalczyk wpadł do mnie na lekcję historii, żeby porozmawiać chwilę z klasą maturalną, po czym pospiesznie oddalił się do swoich codziennych obowiązków. Tak się akurat złożyło, że wówczas omawiałem temat dotyczący rewolucji francuskiej. Po opuszczeniu sali przez Dyrektora tradycyjnie wróciłem do przerwanego wcześniej wątku i mówię: „Wiecie, oni mogli tego Ludwika XVI ściąć toporem albo mieczem, ale znali już wtedy gilotynę, a pod jej ostrzem wszyscy ludzie byli równi. Gdybyście słyszeli o jakimś ciekawszym sposobie egzekucji królów, mówcie śmiało!”. I zaraz kiedy wypowiedziałem te słowa, uchyliły się drzwi i zajrzał przez nie zdyszany Dyrektor, wykrzykując: „…tych królów to ja bym powiesił, i to nawet w tym tygodniu”. Oczywiście jemu chodziło o decyzję dotyczącą „Pocztu…”, ale niewtajemniczeni w całą sprawę uczniowie wybuchnęli gromkim śmiechem, bo uznali dyrektorski wtręt za oryginalne podsumowanie moich zajęciowych dywagacji.

Taki był właśnie nasz Pan Dyrektor! Szkoda tylko Panie Dyrektorze Tomaszu, że później zmieniała nam się wielokrotnie koncepcja i ostatecznie nie zawiesiliśmy, i już nigdy nie zawiesimy, tego „Pocztu…” Matejki.

Paweł